Co to za życie bez dzieci? Znajdź normalna kobietę bo twoja po 50tce sfiksuje i będzie miała psy które będzie traktować jak dzieci a ty zostaniesz z ręką w nocniku i z poczuciem
BEZ DZIECI FORUM: najświeższe informacje, zdjęcia, video o BEZ DZIECI FORUM; forum UWIELBIAM PODROZE Z/BEZ DZIECI
Szczerze o życiu bez dzieci. Edyta Broda Wydawnictwo: Pascal poradniki. 304 str. 5 godz. 4 min. Szczegóły. Kup książkę. Szczerze o życiu bez dzieci. Lekki, osobisty przewodnik popularnej blogerki po bezdzietności z wyboru.
Witam, jestem prawdopodobnie (80%) bezpłodna. Nie wyobrażam sobie jednak życia bez dzieci. Poszukuję mężczyzny w podobnej sytuacji - tj. bezpłodnego (przewiduję bowiem, że mężczyzna
Jesteśmy pod wspólnym dachem bo nie wyobrażałem sobie życia bez dzieci. Zwłaszcza, ze jedno było ( i jeszcze jest) małe - ma 6 lat, a starsze przeżywa okres trudów dojrzewania. Nasze życie jest w tej chwili co najmniej specyficzne i myslę. N, 13-08-2006 Forum: Rozwód..i co dalej? - Rozwód_a_dzieci
Co to ludzi obchodzi, twoja sprawa czy masz dzieci czy nie i czy jesteś sama czy masz faceta. Dyktat sparowanych. Niech spadają. Noszę obrączko-podobny pierścionek i lubię uzywać liczby
Książka Życie bez nałogu. Uwolnij się od uzależnienia, wykorzystując techniki ACT autorstwa Wilson Kelly G., DuFrene Troy, dostępna w Sklepie EMPIK.COM w cenie 41,26 zł. Przeczytaj recenzję Życie bez nałogu. Uwolnij się od uzależnienia, wykorzystując techniki ACT. Zamów dostawę do dowolnego salonu i zapłać przy odbiorze!
ŻYCIE BEZ PŁUC: najświeższe informacje, zdjęcia, video o ŻYCIE BEZ PŁUC; Re: Jak wyglądałoby życie bez dzieci?
Każdy ma prawo na własny użytek sądzić, że życie bez dzieci jest sto razy lepsze, pełniejsze, ciekawsze i bardziej wartościowe od życia z dziećmi. Lub odwrotnie: że dopiero rodzicielstwo daje prawdziwe szczęście. Umiejętność sądzenia i oceniania bardzo ułatwia podejmowanie życiowych decyzji.
Re: Czy życie bez seksu jest coś warte? cóż, jeśli rozmowy, propozycje wizyty u seksuologa itp. nie pomagają, Ty uważasz, że małżeństwo jest generalnie ok, są dzieci, on rozwodu nie chce, jedynym (choć oczywiście nie małym) problemem jest brak sexu, to tak mi wpadło do głowy, (może to głupio zabrzmi, może kogoś zgorszy…) że może powinnaś sama się rozładowywać, jak
UusGP2. Dzień dobry Zarejestrowałam się tu, ponieważ potrzebuję się komuś wygadać. Pisałam na 2 innych forach, ale mało osób tam chyba zagląda. Może któraś z Was ma też podobną sytuację i mogłybyśmy razem się wzajemnie wspierać... Mam 42 lata, mój mąż ma 58 lat. Wbrew temu co niektórzy myślą, nie wyszłam za mąż dla pieniędzy - zakochałam się w jego inteligencji i włosach opadających na czoło, które nadal ma Niedawno obchodziliśmy 20. rocznicę ślubu. Niby powinnam być szczęśliwa. Ale nie potrafię być do końca szczęśliwa. Miewam pretensje do samej siebie i czuję się niepotrzebna. Nie mamy dziecka. Zacznę może od początku. Wyszłam za mąż jako 22-latka, byłam młoda, zwłaszcza w porównaniu do męża. Mąż przez pierwsze 5 lat wspominał o dziecku, ja chciałam skończyć studia, zrobić doktorat, zrobić uprawienia do wykonywania zawodu. Nie pochodzę z "dobrego domu", gdyby moje życie potoczyło się inaczej, nie miałabym szans ani na wykształcenie, ani na dobrą pracę. Chciałam jakoś odreagować, zrobić coś dla siebie, odpocząć od wszystkiego. Chciałam być tylko we dwoje - mąż i ja. Nie miałam wtedy poczucia, że robię coś złego i że coś tracę, uważałam, że mamy czas. Potem mąż poświęcił się kancelarii i rozwijał się naukowo, temat dziecka ucichł. Aż do teraz. Od ponad roku staramy się o dziecko. Kochamy się regularnie, dwa, czasem trzy razy w tygodniu. Nie używam już żadnych środków antykoncepcyjnych - nie ma ich w moim organizmie prawie półtora roku. Jak nie byłam w ciąży, tak nie jestem. Dostawałam najróżniejsze porady - od modlitwy (ale ja jestem agnostyczką, a mąż ateistą, więc to nic nie da), aż po adopcję. Co miesiąc czekam, że może tym razem nie będę mieć miesiączki. Ostatnio, kiedy miesiączka jednak była, właściwie się załamałam. Nie mogłam spać, nie mogłam jeść. Ja się badałam - niby wszystko jest ok, ale lekarz nie dał mi gwarancji, że w tym wieku na pewno zajdę w ciążę, bo ponoć jest ciężej, bo zaczynają się cykle bezowulacyjne, bo nawet zapłodnione komórki ulegają wydaleniu z organizmu zanim się zagnieżdżą (nie znam się na medycynie, ciężko mi to opisać, ale tak to zrozumiałam). Mąż obiecał, że przebada się w wolnym czasie - choć martwię się, kiedy, bo jest dość zajęty i zapracowany. Martwi mnie to, że martwię męża. Wiem, że frustruje go ta sytuacja. On nie przeżywa tak bardzo jak ja braku dziecka. Chciałby mieć dziecko, ale nie wpada w stany depresyjne albo stany otępienia jak ja. Żyje normalnie. Podchodzi do tego na zasadzie: będę w ciąży to świetnie, jeśli się nie uda, to trzeba albo szukać innego wyjścia, albo się z tym pogodzić. Ostatnio dostałam od męża - mówiąc kolokwialnie - porządny opiernicz za to, że nie jem i nie śpię. Nie robiłam tego celowo. Samo tak "wychodziło". Męża frustrował też seks pod kalendarz. W końcu powiedział, że będzie się kochał ze mną, a nie z moją owulacją lub jej brakiem. Ale może faktycznie, popadałam w paranoję. Oprócz braku dziecka męczą mnie też inne rzeczy. Przyszła czterdziestka, jakoś mimowolnie zaczęłam pewne rzeczy podsumowywać. I jakoś mi to podsumowanie blado wypadło. Bo kim ja właściwie jestem i do czego doszłam w życiu? Wszystko co mamy, formalnie jest wspólne (mamy małżeńską wspólność majątkową), ale tak naprawdę (choć oczywiście nigdy tego nie powiedział, bo mój mąż jest najlepszym człowiekiem na świecie) zapracował na to mój mąż. To nie moje pieniądze wybudowały dom, kupiły samochód, finansują wakacje czy też kupiły psa. Niby mamy takie same uprawnienia zawodowe. Ale to do męża klienci przychodzą z najtrudniejszymi sprawami, to mąż prowadzi ciężkie sprawy (np. zabójstw kwalifikowanych czy wykorzystywania seksualnego albo o mienie znacznej wartości), ja jedynie te drobniejsze, albo pomagam mężowi w prowadzeniu jego spraw. To mąż ma wyższy tytuł naukowy, to męża studenci bardziej szanują, mnie może lubią, ale bezsprzecznie mąż cieszy się dużo większym autorytetem. To mąż jest bardziej oczytany, to mąż zna się na teatrze i muzyce poważnej. Gdyby nie mąż, to nie wiem nawet, gdzie bym pracowała. Niby nasze miejsce pracy jest też moją własnością, ale założył je mąż. Czuję w sumie, że bez męża nic nie znaczę. Bo co ja właściwie potrafię? Ugotować obiad albo upiec ciasto? Prowadzić lekkie sprawy? De facto nawet porządku na zajęciach do końca nie potrafię utrzymać, idealnej ciszy nie mam nigdy. Martwi mnie też to, że jestem już po 40stce. Niby nie wyglądam na 40 lat, ale boję się, że nie będę się już mężowi podobać. Wiem, że mnie kocha, ale chodzi mi o podobanie się tak, jak kobieta powinna podobać się mężczyźnie. Zwykle kochamy się 2 razy w tygodniu, rzadziej 3 - kiedyś, jeszcze kilka lat wstecz, kochaliśmy się o wiele częściej. Staram się dbać o siebie najlepiej jak umiem, naprawdę. A może to moja wina... Może zbyt wielką presję wywieram na mężu... Myślałam o adopcji. Mój mąż jest dobrym człowiekiem, ale jest bardzo wymagający. I ma co do adopcji istotne obawy. Wiem, że nie wyobraża sobie adopcji innego dziecka niż niemowlęcia (a to i tak ewentualnie), wiem też że dziecku będzie pewnie dość ciężko (zwłaszcza gdyby to było starsze dziecko). Kilka razy byłam w domu dziecka - organizuję co roku zbiórkę na rzecz dzieciaków - i widziałam że nastoletnie, albo nawet kilkuletnie (już!) które przeklinają, trzaskają drzwiami, oglądają różne niewychowawcze rzeczy na komputerach albo w telewizji. Wiem, że to nie jest wina tych dzieci - przecież nie miał się nikimi kto zająć. Ale też wiem jaki jest mąż - jest bardzo opanowany, ale bardzo stanowczy, nigdy nie był pobłażliwy. I wiem, że by na to nie pozwolił, a takiemu dziecku, które nie zna zasad, ciężko będzie przystosować się do tego, że musi się uczyć po kilka godzin dziennie, że nie może schodzić poniżej czwórki (i to wyjątkowo), że nie wolno oglądać telewizji, że czytamy książki (i nie "debilną fantastykę" - słowa męża - jak dzieci znajomej) i chodzimy do teatru i że trzeba być grzecznym. Ciężko by pewnie było, a ja bym musiała tłumaczyć dziecko przed mężem, a męża przed dzieckiem. Patrzę na znajome - szczęśliwe matki. Mają w życiu kogoś najcenniejszego, swoje dziecko. A ja nie mam. I zupełnie nie wiem co z tym zrobić Myślicie że już straciłam szansę na dziecko? Czy jeszcze mogę mieć nadzieję?
Postów: 292 151 hej hej ja jestem zawsze, fajnie ze do nas dolaczylas jak widzisz przechodzilysmy prawie wszystko i stwierdzilysmy ze szkoda sie zamartwiac i tracic czas na liszenie, na lekarzy , badania i proby i rozterki dlatego biezemy sie do zycia na nowo bez dziecka liczymy jednak ze sie pojawi w ktoryms momencie i bedziemy bardzo szczesliwe pozdrowionka Postów: 1826 1165 Cześć dziewczyny, ja pomalutku bo pomalutku przywykam do takiego stanu rzeczy. Tylko na tę chwię nie wiem czym da się zastąpić dzieci w życiu? Da się? Nie da się. Nie mam pomysłu na siebie. Wszystko straciło jakiś ustalony porządek. Może kiedyś ICSI: Niech nasza droga będzie wspólna. Niech nasza modlitwa będzie pokorna. Niech nasza miłość będzie potężna. Niech nasza nadzieja będzie większa od wszystkiego, co się tej nadziei może sprzeciwiać. Postów: 3207 1962 Ja też szukam pomysłu na życie ale jak do tej pory to nic mi dogłowy nie przychodzi... a po za tym otoczenie, głupie podteksty, gapiące spojrzenia na brzuch itp. nie ułatwiają znalezienia sposobu na życie tylko z mężem. 7 lat walki o Ciebie Kruszynko... (*) Aniołek Madzia 7 tc luty 2020 - w moim sercu pozostaniesz na zawsze Postów: 292 151 hej hej jak tam dziewczyny co nowego jak wiecie nadal mam mysl napisac ksiazke o tych wszytskich naszych problemach sprawach itd. chce rowniez napisac o tych fajnych sytuacjach jak sie pierwszy raz zakochalysmy jak mialysmy pelny brzuch motyli jak wszytsko bylo fajne bo mialysmy rozowe okulary na nosie jestem o jeden malutki krok do przyodu w tych moich potrzynaniach zalozylam bloga haaaa jak cos w nim konkretnego zanotuje to dam wam znac jesli macie pomysly to piszcie razem napewno damy rade milego weekendu Lena83 lubi tę wiadomość Ve Koleżanka Postów: 36 10 hej, hej, hej jakiś czas mnie nie było; cały czas praca i praca, ale wiecie co Wam powiem to pierwszy miesiąc, kiedy nie lamentuje, nie płaczę, nie liczę dni płodnych nareszcie się udało wyrzucić z głowy męczące mnie i dręczące myśli o ciąży czuję się świetnie, mam nadzieję, że to nie stan chwilowy myślę, że podjęcie decyzji o zaprzestaniu starań wyjdzie mi na dobre - już pomału w depresję wpadałam i nerwicy nabawiłam. teraz czuję, że żyję 4 lata ciągłych stresów nie wyszło mi na dobre, teraz z tym koniec, co ma być to będzie buziaki dziewczyny kochane :* Lena83 lubi tę wiadomość Postów: 1826 1165 Hejka dziewczyny? Możee tymczaosowy temat to święta? Pierniczki, ręcznie robione kartki? Może jakiś wolontariat? Może kiedyś ICSI: Niech nasza droga będzie wspólna. Niech nasza modlitwa będzie pokorna. Niech nasza miłość będzie potężna. Niech nasza nadzieja będzie większa od wszystkiego, co się tej nadziei może sprzeciwiać. Postów: 104 38 Hej, jestem tu nowa, ale zajrzałam tak przy okazji, ten temat mnie bardzo zainteresował. Wiem, ze cieżko mowić komuś żeby nadal wierzył po tak długim czasu starań. Cos mi sie przypomniało. Ostatnio siedząc w poczekalni u swojego lekarza, siadła koło mnie Pani tak na oko 40 lat. Po kilku minutach doszedł do niej jej mąż i malutkie dziecko, to nic nie mowię ale zerkam bo bobas super i myśle ze młoda babcia. I w tym momencie pada "mama" , no to aż mi sie uśmiech nasunął na buzie. Mąż wyszedł a ona sama zagadala. Miała 27 lat jak zaczęli sie starać o dziecko, rok dwa nic, głupie pytania rodziny itp. 4 lata pózniej złożyli wniosek o adopcje, obydwoje dobrze usytuowani, dziadki na początku gadali ze to głupota itp. Najpierw adoptowali 1 dziecko, kilka lat pózniej 2. W wieku 42 lat zaszła w ciąże.... Bez żadnych środków mimo ze lekarze nie dawali im żadnych szans. Mówiła ze dopiero jak była w 3 misiacu to uwierzyła Oby Bozia nas wszystkie takimi małymi cudami obdarzyła!! Takie historie dodają skrzydeł !!! AgaL, kasza lubią tę wiadomość Postów: 292 151 O jej minelo tak duzo czasu , ksiazki nie napisalam, ale za to zaszlam w ciaze-niemniej jednak chetnie wyslucham i po möge kazdej z was ktora szuka wsparcia, wyrozumienia i rady . Piszcie razem jest fatwiej Ania_84, Lanusia93, mysza89, AgaL, kasza lubią tę wiadomość Postów: 145 31 odpuściłaś starania czy wspierałaś się terapią? avera27 Będzie córeczka - r. - Liwia Postów: 885 866 to ja się dołącze jeśli można osiągnąc dno starając sie to ja je osiągnełam poddaje się ,klinika invicta wrocław zabiła mnie psychicznie ...nie mam sił ... Wiadomość wyedytowana przez autora: 31 października 2015, 20:59 mysza89 Leczenie od 2012 roku ,stymulacja clo 8 cykli ciąża biochemiczna 11 . . clo 6 cykli bez rezultatu, maj 2015 kwalifikacja, @ -zaczynamy anty start stymulacji -Menopur +gonapeptyl, pick up,ET blastusi 4BB crio 4 BB luty-3BC:( Istna fabryka prawda? Czy inne wrażenie odniosłaś? Byłam tam raz, raczej nie zachęciło mnie. Postów: 2474 1509 Alicja83 wrote: od maja 2012 roku staram sie o ciaze, przeszlam szereg badania, wizyt i prob z klomifenem i nic, ponad dwa lata czytalam i liczylam i mialam nadzieje teraz tez chce czytac liczyc i miec nadzieje odpuszczam bo boje sie ze przegram psychicznie wlasne zycie a przeciez jest takie fajne, mam meza, prace, dom, moge spac ile che, podrozowac gdzie i kiedy chce, jesli macie ochote podzielic sie myslami jak wrocic do zycia i przestac myslec o wyjkresa dniach plodnych i nie plodnych wymowkach w pracy wobec wizyt u lekarza to piszcie zycie bez dziecka jest inne ale rownie wazne i zabawne, musimy sie tylko inaczej zorganizowac Alicjo, wiedz ze inni maja gorzej, ja niedawno bylam szczesliwa mialam marzenia, a teraz zostaly mi tylko wspomnienia... zyje z godziny na godzine, z dnia na dzien swoja historie mam w pamietniku mój kochany aniołek Ksawierek 20tc [*] polimorfizm heterozygota MTHFR Postów: 76 13 Piękny wątek! Dlaczego nikt go nie kontynuuje? Autorka w końcu ma upragnione potomstwo Ja bym chętnie poznała historie kobiet, które chciały, a nie mogły i czemuś innemu poświęciły życie. Przez 25 lat wszystko co robiłam i kierunek w jakim się rozwijałam były napędzane przez myśl o dużej rodzinie... Potem przez 5 lat czas jakby się zatrzymał, w oczekiwaniu, ciągle na wdechu. Na czym mogę się skupić? Nauka, samorozwój, fajnie, ale samo w sobie jakieś takie płytkie i bez sensu... Może dla odmiany powinnam się skupić na mężu i zrobić go pępkiem mojego świata? Znacie może jakieś blogi, felietony inspirujące do życia bezpłodnie? Ciekawe co robiła biblijna Rachela zanim jej się udało? Przynajmniej miała dzieci swojej siostry do bawienia... meh... no wisielczy humor mam. niedoczynność Hashimoto, PCOS, IO '85, starania od września 2011...
a co maja tu pisac te wszytkie co powpadaly i musza sie meczyc z niechcianymi bachorami? przeciez nikt sie nie przyzna, ze tak naprawde dziecka nigdy nie chcial ale sie zdarzylo, wiec jest. byl szybki slub, po slubie w malzenstwie nie zawsze bylo najlepiej ale od czasu do czasu seksik byl, teraz jest dwojka albo trojka ... no dzieci sa ssensem zycia dla tych, ktorzy nie maja milosci w malzenstwie. oczywiscie sa tacy, co biora slub z milosci, z milosci pojawia sie dzieci i to sa naprawde szczesliwe rodziny. jednak z moich obserwacji wnioskuje, ze to najczesciej ludzie, ktorzy pobrali sie pozno, dzieci byly bardzo oczekiwane a rodzice znali sie juz na tyle, ze wiedzieli, ze nie bedzie lekko. dzieci duzo psuja w zwiazku, szczegolnie jesli sa wpadka. wtedy ojciec ma pretensje do matki, ze musial sie z nia ozenic, matka do dziecka ze zmarnowalo jej zycie i musi teraz sie meczyc z czlowiekiem ktorego nie kocha ... moim zdaniem malzenstwa bez dzieci, jesli oboje teg o chca to sa bardzo sczesliwe. jesli chca miec dzieci a nie moga to jednak rozowo nie jest.
Rekomendowane odpowiedzi Gość Kacha001 Zgłoś odpowiedź Witam wszystkich, z reguły nie pisze na forach, ale jestem w takiej sytuacji, gdzie nie mam już się do kogo zwrócić. Od pewnego czasu straciłam kontakt z każdym możliwym znajomym. Jedyna przyjaciółka jaka miałam, zostawiła mnie również. Kiedy próbowałam odezwać się do znajomych nikt nie chciał się ze mną spotkać, a tak na prawdę nie wiem co zrobiłam źle, gdyz cale życie byłam otoczona ludźmi i rzadko bywałam w domu. Jedynym powodem jaki widzę, jest to ze wyjechałam na roczna wymianę za granice. Po powrocie okazało się, ze nie mam do kogo wracać. Czuje się okropnie, cale dnie spędzam w łóżku i zatracam się w sobie, nie mam chęci na nic, nie mam żadnej motywacji, jestem bardzo samotna, co przytłacza mnie tak niesamowicie bardzo . Nie mam życia towarzyskiego, w sumie moje życie runęło na każdym szczeblu. Duzo plączę, odechciało mi się żyć. A ciągnie się to tak już ponad pol roku. Nie wiem co dalej z moim życiem, nie widzę żadnego światełka w tunelu... Cytuj Udostępnij tę odpowiedź Odnośnik do odpowiedzi Gość Aniajok Zgłoś odpowiedź A c porabiasz teraz, uczysz się czy pracujesz ? Może to Ty jesteś wobec znajomych zarozumiała , bo czymś się wyróżniasz od nich ? Może to oni są zazdrośni. Czasami znajomości się rozpadają i czas poszukać nowych przyjaciół. Przyjaciół prawdziwych od serca ma się nie wielu , pozostali to tyko znajomi którzy wiesz mi prędzej czy później pójdą w swoją stronę . Ludzie w szkole tworzą takie grupki , spotykają sie , razem imprezują , wiele rzeczy robią razem i wydaję się wtedy ,że tak będzie do końca zycia . Niestety nic nie może wiecznie trwać i te znajomości szkolne sie rozlecą, każdy pójdzie w swoją stronę . Znajomi zaczną sobie układać życie , będą kolejno zawierać związki małżeńskie, każdy będzie miał swoje życie , swoją pracę i nowych znajomych . stopniowo te znajomości się rozpadają . Tak więc nie przejmuj się , znajdź nowych przyjaciół. Zapisz się na jakieś kursy, wychodź z domu choć by na spacer , może spotkasz miłość swojego życia siedząc w parku na ławeczce czytając ulubioną książkę , albo pijąc kawę w ulubionej kafejce . Głowa do góry , jeśli to nie twoja wina i byłaś w porządku wobec swoich znajomych a oni sie tak zachowują wobec Ciebie to nie byli twoi przyjaciele tylko zwykli znajomi , którzy odchodzą i przychodzą nowi. Nie martw się , poznasz nowych znajomych a może miłośc swojego życia gdzieś czeka na Ciebie za rogiem tylko jeszcze o tym nie wiesz. Pozdrawiam. Cytuj Udostępnij tę odpowiedź Odnośnik do odpowiedzi Gość Kacha001 Zgłoś odpowiedź Dziękuje za słowa otuchy. Na ta chwile szukam pracy, szkole już skończyłam. Kolejny problem leży w tym, ze zaczęłam wstydzić się wychodzić z domu. Mam wrażenie, ze wszyscy się dziwnie na mnie patrzą i myślą o mnie bardzo źle, jakby wszyscy byli przeciwko. Miałam tak nawet po powrocie, kiedy spotkałam sie zupełnym przypadkiem na ulicy z grupka znajomych, czułam się wśród nich jak wielkie zero, wolałam pójść do domu i dalej się dołować, niż czuć się poniżana. Mam wrażenie jakbym juz nigdzie nie pasowała, jakby to były " za wysokie progi na moje nogi". Cytuj Udostępnij tę odpowiedź Odnośnik do odpowiedzi Gość Kacha001 Zgłoś odpowiedź Przez ten rok zmieniło sie tak wiele.. Na początku kiedy myślałam, ze wszystko jest po staremu, zauważyłam, ze dziewczyny zachowują sie inaczej, maja swoich, innych znajomych, nie wtajemniczają mnie w nic, maja swoje życie, do którego nie chcą mnie wpuścić. Kiedyś to ja byłam osoba, która łączyła wszystkich znajomych. Okazało sie, ze po moim wyjeździe wszystko runęło, na ta chwile większość osób jest pokłócona ze sobą i nie odpowiadają mi na ulicy "cześć", a moje dwie najlepsze przyjaciółki (razem sie wychowałam z nimi), które nigdy za sobą nie przepadały, nagle stały sie sobie tak bliskie i do niczego mnie nie potrzebują. Rzeczywistość okazała sie tak brutalna, ze nie wiem co mam dalej robić. Starałam sie tym wszystkim nie przejmować i żyć dalej, ale nie jestem typem samotnika. W samotności czuje sie jak narkoman na głodzie... Cytuj Udostępnij tę odpowiedź Odnośnik do odpowiedzi Gość Kacha001 Zgłoś odpowiedź Wśród ludzi czuje sie bardzo niekomfortowo. Denerwuje sie i tracę głowę podczas najprostszych czynności. Dziwnie sie czuje, gdy ktoś siada kolo mnie w tramwaju (sama do nikogo sie nie dosiadam). Boje sie, ze tracę czas, ze ociekają mi najpiękniejsze chwile życia. Nie mogę patrzeć kiedy widzę ludzi, którzy wciąż coś robią, maja jakieś plany, dobrze sie bawią, spędzają świetnie czas, ponieważ przypominają mi sie wtedy wszystkie chwile, kiedy jeszcze bylo dobrze. Zyje wspomnieniami oraz marzeniami, jakimiś, dziwnymi, wymyślonymi planami, których nigdy nie realizuje. Chciałabym tak wiele zrobić, jednak z każdym dniem mój entuzjazm do życia zanika. Mam wrażenie, ze niedługo nie będę w stanie niczego sie podjąć. Wiem doskonale, ze wielka cześć mnie umarła i staje sie powoli warzywkiem. Nie mogę juz tego dłużej znieść, psychicznie jestem wykończona. Cytuj Udostępnij tę odpowiedź Odnośnik do odpowiedzi Gość mailer01 Zgłoś odpowiedź Zauważyłem sprzeczność w tym co piszesz. Z jednej strony nie możesz znieść samotności, a z drugiej źle się czujesz wśród ludzi. Może warto udać się do psychologa i po prostu o tym pogadać? Co do znajomych to zawsze ludzie przychodzą i odchodzą, nie widzę problemu w nawiązaniu nowych znajomości. Teraz prawie każdy ma dostęp do internetu, więc tylko siąść i korzystać :) Cytuj Udostępnij tę odpowiedź Odnośnik do odpowiedzi Zgłoś odpowiedź Kacha, niestety ale przez rok zmieniło się wiele w tej chwili Ty możesz być dla nich kimś obcym. Oni się zmienili, Ty się zmieniłaś i ten rok sprawił, że zerwała się między Wami nić, która Was łączyła. To smutne, ale nie da się jej trzymac na siłe zwłaszcza na odległosc, gdy dwie strony na to nie pracują. co możesz zrobić? mysle że możesz porozmawiac szczerze z z tymi koleżankami, powiedziec, że zależy Ci na ich przyjaźni i że czujesz się odepchnięta pomimo, że nic złego tak naprawdę nie zrobiłaś. Zobaczysz co odpowiedza. Może da im to do myślenia i faktycznie zechca dac Waszej przyjaźni szansę na ponowny rozwój, aby się spotykać i próbowac to budować. jeśli nie, wg mnie pozostaje po prostu odpuścić i poszukac nowych znajomych. Nie zamykaj się w domu bo zgorzkniejesz i po co? Za stratą przyjaźni, która jak widać szczera nie była? Cytuj Udostępnij tę odpowiedź Odnośnik do odpowiedzi Zgłoś odpowiedź Witam serdecznie, Kacha, a czy gdy byłaś za granicą utrzymywałaś kontakt ze swoimi znajomymi? Wydaje mi się, że tuż po powrocie Ty sama zaczęłaś czuć się obco nie tylko wśród znajomych, ale również wśród otaczającej Cię rzeczywistości i to spowodowało, że zaczęłaś żyć na uboczu. Gdy wyjechałaś życie dla Twoich znajomych nie zatrzymało się, tylko dalej trwało i masz poczucie, że wiele straciłaś nie uczestnicząc w nim. Ale możesz to jeszcze nadrobić. Nie unikaj kontaktu z ludźmi. Tak jak pisali Przedmówcy spróbuj zdobyć się na szczerość i opowiedzieć swoim znajomym, o tym jakie uczucia pojawiły się w Tobie pod wpływem zmian, które zastałaś. Pozdrawiam Cytuj Udostępnij tę odpowiedź Odnośnik do odpowiedzi